20 lat otosłysze

20 lat minęło jak jeden dzień

Nie przysłuchują się. Nie wysłuchują. Nie nadstawiają ucha. Nie zamieniają się w słuch. Nie podsłuchują – to w zasadzie bardzo dobrze, choć czy aby na pewno? Nie słyszą. Cały świat odbierają w bogactwie kolorów i kształtów, wzorów, faktur, tekstur i zapachów, lecz wszystkiemu brak brzmienia. Zdawać by się mogło, że próba usłyszenia tego, co technicznie dźwiękiem nie jest, zakrawa na szaleństwo. Bo jak niby brzmi czerwień albo koło, albo woń ciastek?

Wyobraź sobie teraz, że w godzinach szczytu stoisz w korku w samym centrum miasta – czerwień świateł sygnalizacji, czerwień świateł stopu samochodów wokół i jeszcze jakieś czerwone auto daleko przed Tobą. Pozbaw to wszystko ryku klaksonów. I jeszcze dźwięku pracy silnika. Po tym już tylko wycisz radio. I wymaż głosy swoich pasażerów. Na koniec pozbądź się całej reszty dźwięków, jaka Cię otacza. Czy nie zrobiło się nieswojo?

Próba nr 2 – wybierz się ze mną na sentymentalną wycieczkę do urzędu pocztowego. Panie w idealnie wyprasowanych, białych koszulach, z uśmiechem na twarzy przyjmują i wydają kolejne listy, paczki, mniejsze i większe przesyłki niewiadomego pochodzenia i przeznaczenia. Poczta jak poczta, ale Ty nic nie słyszysz. Huk stempli jest już tylko kołem wybitym na kopercie przy użyciu tuszu. Ślad, który znaczy tyle samo, co wcześniej, ale czy nadal ma ten unikatowy czar?

Ciastka będą naszą wisienką na torcie. Teraz już bez wyobrażania – zanim zaczniesz czytać dalej, sięgnij po swoje ulubione słodkości i… Napisałabym chrup, jednak przecież nie słyszysz. Jaką częścią słodyczy, kruchości, twardości, tekstury czy ogólnego smaku jest chrupanie? Sam na to odpowiedz i pomyśl, że ciastko, na które właśnie patrzysz oczami wyobraźni (wiem, że go nie wziąłeś) traci swoje brzmienie.

Moi Pacjenci nie muszą sobie czegokolwiek z tego, co wyżej napisałam, wyobrażać. Codziennością jest dla nich brak słuchu lub częściowy jego zanik. Dorośli, dzieci, bardzo małe dzieci, osoby w podeszłym wieku – to właśnie ich życiu od 20 już lat nadaję zupełnie nowe brzmienie. Dokładnie pamiętam ten dzień, kiedy podjęłam pracę, jako młoda już mama. Był to rok 1999, czerwiec. Moja przygoda z pacjentami zaczęła się na serio. Wszystkiego nauczyłam się w pierwszych 3 miesiącach, pojechałam na szkolenia i kursy. Tak bardzo spodobała mi się praca, że podjęłam naukę na Politechnice Warszawskiej na Wydziale Elektroakustyki i tam też otrzymałam dyplom specjalisty protetyka słuchu. Zawsze mówili, że jestem pracoholikiem.

Bezpłatne badania z okazji 20 lat otosłysze

Po 20 latach słuchania niezwykłych historii, poznawania problemów, współodczuwania smutku i radości, wyszukiwania najlepszych rozwiązań i pełnego zaangażowania w pracę, przysiadłam w swoim gabinecie w idealnej ciszy i uważnie przesłuchałam ten miniony czas. Zaczynając, jako tylko (i aż) protetyk słuchu przebyłam drogę do osoby, która już nie leczy, a naprawdę pomaga. Uzyskałam tytuł specjalisty diagnozowania i rehabilitacji szumów usznych Tinnitus oraz nadwrażliwości słuchowej szkoląc się u samego profesora Jastrebowa, który posiada własną klinikę szumów usznych w Stanach Zjednoczonych. Odbyłam dziesiątki, jeśli nie setki szkoleń i kursów podążając za coraz doskonalszą techniką i coraz skuteczniejszymi metodami leczenia. Aparaty słuchowe są codziennością zarówno dla mnie, jak i dla moich Pacjentów, i myślę, że właśnie dlatego często słyszymy podobnie.

Rocznice są idealną okazją do podsumowań, do rozmyślań, wspominania i snucia planów na przyszłość. Dla mnie najważniejszym jest dzisiaj, by nie zatracić wyraźnego brzmienia celu, jaki sobie postawiłam, a jakim jest pomoc innym. Patetycznie? Być może, jednak kiedy pierwszy raz założyłam aparat słuchowy dziecku i jego rodzice zauważyli uśmiech i wodzenie wzroku za ich głosem, zrozumiałam, o co właściwie chodzi w mojej pracy. Wszyscy płakaliśmy wtedy ze szczęścia. Tak to zawsze chcę robić, chcę widzieć tę szczerą radość na twarzach ludzi. Chcę zmieniać ich życie na lepsze. Chcę widzieć na ich twarzach uśmiech każdego dnia. Nie ma nic piękniejszego.

OTOSłyszę powstało dla, przez, dzięki Wam. Dziękuję za tę 20-letnią melodię, która każdego poranka rozbrzmiewa w moich uszach i sprawia, że mam po co szybko wstawać. Nie zapowiadam spektakularnych zmian, dynamicznego rozwoju czy ekspansji na rynki zagraniczne – od wrzasku zdecydowanie wolę spokojną rozmowę, na którą zapraszam Was do miejsca dla Was stworzonego. Drzwi OTOSłyszę, stojąc otworem, nigdy nie będą przed Wami skrzypiały.